Nasz kraj zajmuje jedno z czołowych miejsc w Europie pod względem długości sieci rzecznych. Wzdłuż brzegów naszych rzek znajduje się wyjątkowo duża ilość atrakcji turystycznych, jednak oba te atuty niestety nie są w pełni wykorzystywane. Polski transport wodny ma się źle. Pięć lat temu po najdłuższej dzikiej rzece w Europie, jaką jest Wisła na trasie Gdańsk-Warszawa pływał statek wycieczkowy o nazwie „Frederic Chopin”. Mimo wysokich cen sięgających prawie tysiąca euro, zainteresowanie było spore, jednak statek dotarł do stolicy tylko kilka razy, po czym przeniósł się na trasę Praga-Poczdam. Przyczyną tych przenosin był fakt, że statek często musiał stać w porcie z uwagi na niski stan rzeki i obawę przed wpłynięciem na mieliznę.
Transport wodny jest w kiepskiej kondycji głównie ze względu słabego stanu technicznego polskich rzek. A potencjał jest bardzo duży. Rzeki łączą największe polskie miasta, które mają przecież bardzo bogatą ofertę turystyczną. Obecnie promy turystyczne po polskich rzekach w zasadzie nie pływają. Podobne rejsy jak na rzekach Dunaju oraz Renu pozostają w sferze marzeń turystów chcących np. wybrać się na rejs Wisłą od Gdańska poprzez Żuławy, Warszawę i ostatecznie Kraków. W polskich rzekach drzemie bardzo duży potencjał turystyczny, który mógłby dawać spore dochody.
Przez nasz kraj przebiegają trzy międzynarodowe drogi wodne, które jednak są wytyczone tylko na papierze, ponieważ aby z nich korzystać i móc dopłynąć do takich wielkich europejskich stolic jak Berlin, Amsterdam czy Paryż należy udrożnić te trasy. Wygląda niestety na to, że jeszcze dużo czasu minie zanim się to stanie. W Polsce gospodarka i transport wodny na rzekach, podlega pod zbyt dużą liczbę urzędów, aby móc wszystkim odpowiednio zarządzać. Łącznie rzeki zarządzane są w Polsce przez co najmniej 5 ministerstw, przez co trudno jest ustalić spójną politykę gdyż każde z ministerstw zajmuje się tylko swoją działką. Brak jednego organu zarządzającego wydaje się w tym przypadku większym problemem niż brak funduszy na przeprowadzenie inwestycji związanych z udrożnieniem rzek.
Strach oraz niechęć władz aby zrobić porządek z transportem wodnym jest bardzo niepokojący. Zainteresowanie żeglugą śródlądową jest bardzo wysoki w ostatnim czasie. Widać to po tym np. w jakim tempie rozchodzą się bilety na rejs nad Zalew Zegrzyński, które wykupione są już na tydzień przed. Zdarzały się przypadki „dzikiego” udrażniania polskich rzek. Kilkanaście lat temu który ze względu na ich nie wysoki koszt chciał sprowadzić barki z Ukrainy, jednak na pewnym odcinku Buga nie dało się przepłynąć, więc ów przedsiębiorca postanowił na własną rękę udrożnić kanał. Przekopał on kilkaset metrów, jednak w krótkim czasie musiał on zakopać kanał, ponieważ takie działania są nielegalne. Miejmy jednak nadzieję że władze zajmą się całym problemem i polski transport wodny w najbliższym czasie stanie na nogi, a dzięki temu na naszych rzekach znowu pojawią się promy wycieczkowe i odżyje turystyka rzeczna.